Grupa Badawcza Kriepost

Fortyfikacje Linii Mołotowa 1940-41

Polish Belarusian English Lithuanian Russian Ukrainian

Facebook

Facebook

„Bug w ogniu” Odwrotu nie ma - Iwan Nikołajewicz Szibakow (3 komp 17 sam. bat ckm i art. fortecznej), (dot. Słochy Annopolskie (Polska)

Odwrotu nie ma

Iwan Nikołajewicz Szibakow (Иван Николаевич Шибаков)

W czerwcu 1941 roku chorąży (младший лейтенант), dowódca plutonu.

Od 22 do 30 czerwca 1941 roku jako dowódca DOT-a walczył z niemiecko-faszystowskim najeźdźcą.

Odznaczony medalem „Za Zwycięstwo Nad Niemcami”


ze zbioru wspomnień „Bug w Ogniu” ( Буг в огне)

materiały zamieszczone na stronie Военная Литература (http://militera.lib.ru) w dziale „Wspomnienia”

tłumaczenie: Piotr Tymiński „Snuffer” (www.kriepost.org)

 


Schrony bojowe naszej 3 kompanii 17 samodzielnego batalionu ckm i artylerii fortecznej rozmieszczone były na prawym skrzydle batalionu, nad Bugiem, pod wsią Słochy Annopolskie. Z 8 schronów znajdujących się na tym odcinku kompania zajmowała 7. Jeden DOT, artyleryjski, stał pusty gdyż nie zamontowano w nim jeszcze uzbrojenia. Na północ od Słochów położony był DOT „Bezimienny”, dowodzony przez podporucznika, który dopiero co przybył ze szkolenia (nie pamiętam jego nazwiska), DOT „Pszczółka” chor. I.M. Sazonowa (И. М. Сазонов) oraz „KIM” chor. N.W. Elisiejenko (Н. В. Елисеенко). Pozostałe cztery schrony znajdowały się na wschód od Słochów. Były to: „Górki” chor. I.I. Szewliukowa (И. И. Шевлюков), „Wzgórze” chor. S.N. Zajcewa (С. Н. Зайцев) (to tutaj w czasie walki znajdował się politruk W.K. Łoktiew (В. К. Локтев), „Szybki”, którym ja dowodziłem oraz DOT chor. A.W. Eśkowa (А. В. Еськов).

Wszystkie te bunkry, poza DOT-em „Górki” były schronami broni maszynowej. Każdy miał dwie strzelnice z zamontowanymi w nich ciężkimi karabinami maszynowymi „Maksim”. DOT „Górki” posiadał działo 45 mm sprzężone z cekaemem i jeden cekaem „Maksim”.

Żaden ze schronów nie był ukończony. Obiekty stały stały na widoku, nieobsypane ziemią, nie było maskowania. Nie było zainstalowanych systemów zaopatrzenia w wodę, oświetlenia, systemów łączności przewodowej, nie było radiostacji, brakowało peryskopów. Przedpola w sektorach ognia nieoczyszczone. W ścianach DOT-ów ziały dziury pod wiązki kabli i czerpnie powietrza. Mimo, iż uzbrojenie znajdowało na miejscu to nie było w gotowości bojowej, przechowywano je w stanie zakonserwowanym. 20 czerwca z naszej kompanii odkomenderowano do innych pododdziałów grupę żołnierzy i młodszych dowódców. Dopiero rankiem 22 czerwca, już w czasie walk, dotarło uzupełnienie – młodzi żołnierze, kompletnie nieobeznani z techniką wojskową, słabo wyszkoleni.

Dowódca kompanii, ppor. G.G. Sołowiew (Г. Г. Соловьев), przebywał w Brześciu tak więc obroną dowodził z-ca dowódcy kompanii chor. I.I. Szewliukow (И. И. Шевлюков) oraz z-ca dowódcy kompanii d/s politycznych W.K. Łoktiew (В. К. Локтев).

Od pierwszych chwil niemieckiego ataku kompania była odcięta. Nie było łączności ani ze sztabem batalionu ani z sąsiadami.

Położony najbliżej nas pododdział stacjonował w lesie koło m. Baciki Średnie (Батики Средние), niedaleko sztabu naszego batalionu. Widzieliśmy jak był bombardowany z powietrza i ostrzeliwany przez artylerię. Nie otrzymaliśmy z ich strony, jak również ze strony innych pododziałów żadnego wsparcia ani pomocy.

Pierwszego dnia walczyliśmy głównie z pojedynczymi grupami rozpoznawczymi przeciwnika, które często przemieszczały się poza naszymi sektorami ognia.

Z tego względu przygotowaliśmy okop z ziemi i kamieni z dookólnym sektorem ostrzału (autor pisze dosłownie, iż okop wykonany był „na schronie” - на доте – przyp. tłum.). Przy drodze zamaskowaliśmy ręczny karabin maszynowy, strzelający w kierunku zachodnim i północnym. Karabiny maszynowe ściągaliśmy gdy przeciwnik rozpoczynał ogień artyleryjski.

W ciągu dnia, z rozkazu politruka Łoktiewa, chodziłem do schronów „Bezimienny”, „Pszczółka” i „KIM” aby sprawdzić jak były przygotowane do walki. Z wysokiego pagórka dokłądnie było widać, iż z prawej strony, na odcinku 16 batalionu, trwa zaciekły bój. Wieczorem przeciwnikowi udało wklinować się w pozycje naszego sąsiada.

Odpierając ataki z prawego skrzydła, schrony „Wzgórze”, „Pszczółka” i „KIM” prowadziły prawie nieprzerwany ogień. Na drugi dzień przeciwnik zmienił nieco kierunek natarcia. Główny nacisk nie szedł już z zachodu ale z południowego-zachodu, od strony doliny Bugu. DOT politruka Łoktiewa, DOT chor. Eśkowa oraz DOT „Szybki” przyciskały tyraliery przeciwnika do ziemi i wielokrotnie zmuszały je do odskoku.

Tego poranka do naszego schronu przyszedł kapitan A.W. Nazarow (А. В. Назаров) wraz z szefem sztabu i kilkoma żołnierzami. Omówili sytuację na naszym odcinku i zaraz wrócili na miejsce stacjonowania swojego batalionu. Trafiliśmy też ciężarówkę wroga a cekaemista Płaksiej (Плаксей) zniszczył motocykl, który wywrócił się do rowu. Hitlerowiec, siedzący w koszu, przeżył i poczołgał się w pole żyta. Wybiegłem ze schronu i ruszyłem na obchód. Kiedy przekonałem się, że za pomocą pistoletu nie dorwę hitlerowca, ostrzeliwującego się z automatu, wyskoczyłem na drogę po Płaksieja. Faszysty nie było widać zza zwału ziemi. Wtedy Płaksiej oparł mi erkaem na plecach i strzelając z pozycji stojącej wykończył wroga. Przy motocykliście znaleźliśmy dokumenty, mapę, pistolet i żywność. Pistolet oddałem ppor. Mirkinowi (Миркин) gdyż nie posiadał broni osobistej. A kiedy hitlerowcy znowu przeszli do ataku zmieniłem sierżanta przy cekaemie. Wkrótce zauważyłem, iż Niemcy, pod osłoną zarośli, rozstawiają działo, kierując je w stronę schronu. Ale nie postrzelali sobie: flankujący ogień mojego cekaemu je załatwił (użyte przez autora określenie może także oznaczać „wybił obsługę” - przyp. Tłum.).

Część atakujących przedostała się do Słochów Annopolskich i stamtąd szła na nas. Ppor. Ustinow (Устинов), znajdujący się w prawej izbie bojowej, prowadził do atakujących ogień z cekaemu. Nagle cekaem umilkł. Ustinow krzyczy, że nie wie co się stało. Przekazałem swój cekaem sierżantowi i rzuciłem się na pomoc.

Mocując się z cekaemem popatrywałem od czasu do czasu przez peryskop i zauważyłem, że nieprzyjacielska tyraliera znacznie się przybliżyła. Wtedy Ustinow, razem z drugim żołnierzem, wynieśli na zewnątrz zapasowego „Maksima” i otworzyli ogień.

W czasie gdy się ostrzeliwali ja starałem się usunąć zacięcie. Trzeba było spiłować wyrzutnik gdzie w wylocie zaklinowała się łuska. Tyle, że teraz łuski sypały się na podłogę i przeszkadzały nam, walając się po betonowej posadzce. W izbie bojowej było gorąco, nagromadziły się gazy prochowe, nie było czym oddychać. Założyliśmy maski. Gotowała się woda w chłodnicach cekaemów. Odetkasz korek w spuście – para i bryzgi wrzątku parzą ręce.

Dzień 23 czerwca był szczególny: wpadła nam w ręce zdobyczna radiostacja. Co prawda była niesprawna ale zdołaliśmy uruchomić ją akurat w momencie gdy spiker czytał orędzie radzieckiego rządu. I chociaż radiostacja znowu przestała działać to przynajmniej dowiedzieliśmy się, że cały kraj stanął do walki w obronie ojczyzny. Gotowi byliśmy umrzeć ale nie poddawać się.

24 czerwca przeciwnikowi udało się okrążyć schrony na północ od Słochów. Podobnie jak poprzednio, trwał ostrzał artyleryjski. Wzmógł się nacisk nieprzyjaciela. „Szybki” przetrzymał kilka ataków od tyłu, gdzie nie mieliśmy strzelnic. Wybiegaliśmy ze schronu i prowadziliśmy ogień karabinowy i maszynowy. Znowu odznaczył się szer. Płaksiej oraz sierżant, którego nazwiska nie pamiętam.

Przy strzelnicy koło wejścia do schrony był ppor. Mirkin z jednym z młodych żołnierzy. Mirkin, ranny w głowę, nie wypuszcał z rąk rkm-u. Przez otwór łączący nasze pomieszczenia żołnierz krzyczał, że porucznik cały ocieka krwią. Po chwili obaj bohaterowie zginęli od bezpośredniego uderzenia pocisku.

25 czerwca po południu pocisk przebił lewą izbę bojową, niszcząc uzbrojenie. Ci, którzy pozostali przy życiu przenieśli się do prawej izby.

Schron zablokowany. Bronimy się granatami. Wyjście awaryjne wysadzone, dolna kondygnacja zalana, wróg strzela w ambrazury, w wybite dziury rzuca granaty. Otwory zatykaliśmy szynelami i kocami. Woda dosłownie kipiała od wybuchów, bryzgała aż na górną kondygnację. Objęci, siedzieliśmy na podłodze. Byliśmy pewni, że lada moment zarwie się podłoga. Nagle strzelanina ustała. I w tej ciszy słychać jak mówią po niemiecku.

- Co oni chcą zrobić? - ktoś pyta. Wyglądało na to, że wróg zamierza wysadzić schron.

Pożegnaliśmy się i trzymając za ręce gotowaliśmy się na śmierć. Minuty oczekiwania... To może sobie wyobrazić tylko ten, kto przeżył coś podobnego. Słyszymy ciche syczenie. Zapachniało coś jakby lekarstwem. Gaz! Wszyscy założyli maski. Niemcy zarzucają nas granatami. Od wybuchu jednego z granatów, którego nie zdążyłem odrzucić, raniło mnie w rękę i w pierś. Siedzący obok żołnierz zginął. Straciłem przytomność. Kiedy się ocknąłem znowu usłyszałem wybuchy. Miałem wrażenie, że podłoga się kołysze. I znowu, teraz już znajome, syczenie. Zaczęły się mdłości i kaszel. W masce przeciwgazowej przebita rura. Starałem się zacisnąć dziurę ale jedną ręką nie dawałem rady. Wtedy zdjąłem maskę z zabitego kolegi i nałożyłem. A w masce krew, zachłysnąłem się. Przytkałem zawór wydechowy i krew wyciekła z maski. I tak przeleżałem do rana.

26 czerwca załogi schronów Szewliukowa, Łoktiewa i Eśkowa odrzuciły Niemców i odblokowały nasz DOT. Szewliukow zabrał mnie ze sobą do DOT-a „Górki”. Pomocnik lekarza A.K. Malinowski (А. К. Малиновский) opatrywał rannych. Mogący jeszcze walczyć żołnierze z naszego DOT-a oraz ppor. Ustinow przeszli do innych schronów.

Poranek 27 czerwca: cisza. Przy schronie „Górki” zebrała się obsada pozostałych trzech DOT-ów. Szybka narada: co robić? Początkowo jest pomysł aby przebijać się do swoich. Mnie, jako ciężko rannemu, zaproponowano abym pozostał w jakimś bezpiecznym miejscu we wsi, i podleczywszy się, decydował co robić dalej w zależności od sytuacji. Odrzuciłem propozycję mówiąc, że póki żyję i trzymam się na nogach będę walczyć i umierać razem ze wszystkimi. Politruk Łoktiew powiedział:

- Nie po to budowali te schrony abyśmy my, żołnierze Armii Czerwonej, mając broń w ręku, porzucali je.

Po tym wszystkim załogi z powrotem zajęły stanowiska w swoich schronach bojowych.

Łączności telefonicznej ze schronami na północ od Słochów nie było już od 23 czerwca. Do sztabu batalionu kilkakrotnie wysyłaliśmy łączników ale nie wrócili. Niemniej od strony północnych DOT-ów przez kilka dób dobiegały odgłosy walki. Nocą 28 czerwca do DOT-a „Górki” przyszedł żołnierz z „KIM-a”. Był ranny, mdliło go i strasznie kaszlał. Powiedział, że obrońców tych schronów hitlerowcy wytruli gazem. Zginął przy tym ich dowódca, chor. Elisiejenko (Елисеенко) [1], a także dowódca DOT-a „Pszczółka” chor. Sazonow (Сазонов) [2] i dowódca DOT-a „Bezimienny”.

Zapasy wody i żywności uzupełnialiśmy nocami w pobliskich wsiach znajdujących się już w rękach przeciwnika. Zwiadowcy przedostawali się na drogi, które były poza zasięgiem naszego ognia, za pomocą broni ręcznej i granatów likwidowali żołnierzy przeciwnika, pojazdy i motocykle. W czasie jednego z takich wypadów st. sierż. Siergiej Goriełow (Сергей Горелов) i sierż. Żir (Жир) zniszczyli samochód sztabowy, którym jechali oficerowie. Ich dokumenty, radiostacja i inne trofea zostały dostarczone dowódcy.

Pewnego razu chor. Eśkow, po wyjściu ze schronu, poczołgał się niepostrzeżenie do drogi i zaległ w rowie. Wkrótce na drodze, w towarzystwie motocyklistów, pojawiły się samochody. Gdy tylko zbliżył się pierwszy z nich, Eśkow cisnął granat, zabijając generała. Najwidoczniej była to ważna persona gdyż po tym wszystkim hitlerowcy prowadzili wyjątkowo zaciekły ostrzał. Ich wściekłości doświadczyli też mieszkańcy Słochów, gdzie plutony egzekucyjne rozstrzelały ludność męską. Eśkow mimo tego, iż był ranny, zdołał powrócić i kontynuował walkę. Z listu uczestnika tych walk, chor. S.N. Zajcewa (С. Н. Зайцев), dowiedziałem się o mężnej i wytrwałej postawie sierż. Kononowa (Кононов). Prowadził ogień nie zwracając uwagi na to, że tliła się na nim już odzież. Zginął z bronią w ręku. Sprytem i opanowaniem wojskowego rzemiosła wykazał się też celowniczy działa 45mm Skoworodźko (Сковородько). Gdy zepsuł się celownik żołnierz strzelał dalej celując wzdłuż lufy. Skorowodźko rozproszył grupę żołnierzy przeciwnika i trafił kilka samochodów.

29 czerwca przeciwnik, działając z kierunków znajdujących się w martwych polach ostrzału, znalazł się w bezpośrednim sąsiedztwie schronów. Zostaliśmy zmuszeni do ukrycia się na niższej kondygnacji. Ranni leżeli na pryczach. Gdy kule i odłamki zaczęły nas dosięgać przenieśliśmy się do pomieszczenia agregatów.

30 czerwca wróg zastosował miotacze ognia. Dusiliśmy się od gazów prochowych, sadzy, spalenizny i dymu. Drzwi pancerne buchały gorącem. Nastąpił wybuch – eksplodował silny ładunek lub wyleciały w powietrze resztki amunicji. Wywaliło drzwi, wielu żołnierzy i dowódców zginęło.

Kto i jak wyniósł mnie z płonącego schronu – nie pamiętam. Przytomność odzyskałem leżąc na ziemi. Bolała mnie poraniona głowa. Z trudem się obróciłem: obok leżeli ranni. Poznałem wśród nich szeregowych Pisariewa (Писарев) i Worobiewa (Воробьев). Jeden z żołnierzy kopał dół. Ranni szeptali, że to dla nas. Zapytałem co z Szewliukowem. Powiedzieli, że jest ranny w nogę. Hitlerowcy uznali, że to on dowodził kompanią i najwidoczniej dlatego trzymali go osobno. Wrogowie postawili nad krawędzią dołu naszego sierżanta. Pytali, kto strzelał z działa 45mm kiedy DOT jeszcze walczył. Wszyscy wiedzieliśmy: strzelał sam Szewliukow. Ale żołnierz nie powiedział ani słowa i zginął jak bohater. Szewliukowa widziałem potem w obozie jenieckim w Białej-Podlaskiej.

Leżący obok żołnierz powiedział mi o Łoktiewie. Politruk Łoktiew był dzielnym i energicznym człowiekiem, dobrym kolegą. Dowodził kompanią, sam sprawdzał przygotowanie schronów do obrony. Kiedy w płonącym schronie „Wzgórze” nie można się już było dalej utrzymać Łoktiew wyskoczył stamtąd razem z żołnierzami. W rękach miał karabin maszynowy i strzelał z niego w biegu. I właśnie tam, koło schronu, go rozstrzelali. [3]

Wiosną 1964 roku w Muzeum Obrony Twierdzy Brzeskiej pokazano mi listy żony politruka W.K. Łoktiewa. Wieniamina Efstafiewna (Вениамина Евстафьевна) pisze: „W pamięci utkwiła mi odpowiedź męża gdy my, kobiety, powiedziałyśmy, że trzeba uciekać: Nawet nie myślcie, ze jest jakaś droga odwrotu. Będziemy walczyć do ostatniego naboju. Razem z żołnierzami do ostatniej chwili przebywała w bunkrze żona st. sierż. Siergieja Goriełowa ( Сергей Горелов) – Anna. Poinformowała mnie, że wieczorem 29 czerwca przed wyjściem do ostatniego ataku Łoktiew coś pisał a potem te swoje zapiski ukrył w bunkrze”.

 

[1] Szczątki chor. N.W. Elisienko odnalazł I.N. Szibakow w maju 1964 roku pod gruzami DOT-a „KIM”. Pochowano je z honorami w zbiorowej mogile żołnierskiej w m. Milejczyce, pow. Siemiatycze. Wojskowa bluza bohaterskiego żołnierza jest eksponatem w Muzeum Obrony Twierdzy Brzeskiej.

[2] Żona chor. A.W. Eśkowa – Maria Jakowlewna, pisze: „Gdy okoliczni mieszkańcy na rozkaz okupanta oczyszczali schrony i chowali poległych odnaleźli ciało też I.M. Sazonowa leżące przy cekaemie. Tak zginął – nie wypuszczając broni z ręki.”

[3] „W jednym ze schronów, w lesie na zachód od rzeczki Kamionka (strumień koło wsi Słochy – przyp. wyd.), wzięto do niewoli politruka i, zgodnie z rozkazem, rozstrzelano. Tenże politruk przejął dowództwo kompanii, a tym samym kierował obroną podległych schronów. Ustalono, iż nazwisko tego politruka to Goriczew (Горичев). (niewykluczone, że takie nazwisko podał sam Łoktiew po wzięciu do niewoli gdyż w żadnym z batalionów na tym odcinku nie było oficera o takowym nazwisku przyp. wyd.). Był on duszą oporu przeciwnika w tym rejonie...” - z meldunku dowództwa niemieckiej 293 DP.

 

 

Ostatnio dodane obiekty