Grupa Badawcza Kriepost

Fortyfikacje Linii Mołotowa 1940-41

Polish Belarusian English Lithuanian Russian Ukrainian

Facebook

Facebook

Raport z ataku umocnień na górze Sokal

 

Raport z ataku umocnień na górze Sokal
w pasie działania wzmocnionego 199 pułku piechoty w dn. 22.06.41,
z ataku umocnień na pn-wsch od Sokala (75 Dywizja Piechoty)
oraz na północ od Poturzycy (179 pp) w dn. 23 i 24.06.41.

źródło: Алексей Исаев „Дубно 1941. Величайшее танковое сражение Второй мировой”, załącznik nr 2
oryginał w jęz. niemieckim: The National Archives and Records Administration, NARA T314 R1138 746-768

tłumaczenie z jęz. ros.: Piotr Tymiński „Snuffer” (www.kriepost.org)

 

mapka niemniemiecka mapka załączona do oryginalnego raportu

 

1) Charakterystyka terenu.

51 szturmowy batalion saperów, przeznaczony do ataku w pierwszej fali 199 pułku piechoty, przed szturmem linii umocnień musiał przekroczyć Bug, którego szerokość w tym miejscu dochodziła do 40 metrów. Brzeg rzeki, zarówno z naszej jak i z częściowo z drugiej strony, był wielu miejscach grząski i pokryty rzadkim błotem. Głębokość rzeki wynosiła średnio 1,5 – 3 metry. Most, znajdujący się w pasie natarcia 51 batalionu saperów, stanowił drewnianą 100-metrową konstrukcję z przęsłami co 14 metrów, o nośności około 20 ton. Z obu stron drogi wiodącej do mostu stały małe domki (część osady Żabice).

Po tamtej stronie rzeki w rejonie mostu znajdowały się miejscowości Sokal i Babiniec z długimi, wychodzącymi poza zasięg wzroku, ulicami i rzędami domów schodzących do samej rzeki. Za nimi znajdują się łańcuchy wzgórz, których wysokość rośnie aż do samej góry Sokal. Wzgórza, położone równolegle do linii frontu, są od zewnętrznej strony poprzecinane idącymi w różnych kierunkach parowami.

Cała okolica jest typowo rolnicza; po części są to pola zbóż, ale także i inne, niewysokie uprawy. Na drugim planie, wokół wzgórz Sokala, znajduję się dość duży las z gęstą roślinnością.

Pomiędzy pierwszą i drugą linia wzgórz, w ostatnim przed górą Sokal parowie, znajduje się rów przeciwczołgowy, mający postać gęsto łamanej linii.

2) Rozpoznanie przed atakiem.

Będące w dyspozycji dane wywiadu były niedostateczne gdyż nie prowadzono rozpoznania z powietrza, a tym samym nie było zdjęć lotniczych, nie było także danych agenturalnych. Z klasztornej wieży w Sokalu, z której głównie prowadzono obserwację, widoczna była tylko część umocnień, w większości zamaskowanych, oraz rów przeciwczołgowy. Nie było możliwości dokładnego określenia typów poszczególnych obiektów ani ich uzbrojenia. Nie określono także sektorów ostrzału DOT-ów ani rozmieszczenia kopuł pancernych. Liczne obiekty na przeciwległych skłonach, jak również dobrze zamaskowane umocnienia polowe znajdowały się poza zasięgiem wzroku.

3) Działania przygotowawcze.

Przygotowania do ataku należało prowadzić wyjątkowo ostrożnie i wyłącznie w noc poprzedzającą atak, gdyż czynności te były dobrze widoczne dla przeciwnika. Środki przeprawowe dostarczano podczas krótkich nocy od 19 czerwca. Dla wyjścia składu osobowego na pozycje pozostawała noc z 21 na 22 czerwca. Ponieważ należało liczyć się z tym, iż przeciwnik może wysadzić w powietrze wyjątkowo ważny most, należało podjąć wszelkie kroki mające na celu uchwycenie go w stanie nienaruszonym lub też, o ile most mimo wszystko zostanie wysadzony, należało podjąć jak najszybsze działania zmierzające do jego udrożnienia albo uruchomienia przeprawy mogącej utrzymać działa szturmowe.

Na wypadek wysadzenia mostu podjęto zawczasu następujące kroki, które miały zapewnić uruchomienie przeprawy w jak najkrótszym czasie:

  • Aby zapobiec spaleniu mostu, którego połowa należała do Rosjan, na długo przed rozpoczęciem działań bojowych rozmieszczono przy nim pluton saperów por. Schlingmanna udający drużynę strażacką. Pluton wyposażono w niewielką sikawkę, gaśnice przeciwpożarowe, wiadra, bosaki, piły i pontony, które znajdowały się w najbliżej położonych domach. Zadaniem pododdziału było uniemożliwienie spalenia niemieckiej części mostu.
  • O ile przeciwnik zdołałby zniszczyć swój koniec mostu czy też jedno lub dwa przęsła, przeprawę należało kontynuować początkowo przy pomocy licznych żerdzi opuszczonych pod kątem z ocalałej części mostu i opierających się o znajdującą się po stronie rosyjskiej mieliznę. W tym czasie należało podciągnąć przygotowane zawczasu trapy, po których mogliby przeprawić się saperzy i piechota z lekkim uzbrojeniem.
  • Celem umożliwienia przeprawy lekkich środków transportowych o wadze około 4 ton w bezpośrednim sąsiedztwie mostu przygotowano elementy zestawu mostowego „S", za którego pomocą miano zabezpieczyć zjazd z ocalałej części mostu na mieliznę na brzegu nieprzyjaciela. Dla końcowej odbudowy i wzmocnienia konstrukcji przewidziano znajdujący się na stanie batalion mostowy.

Ponieważ most stanowił niezwykle ważny element niezbędny dla pomyślnego rozwinięcia natarcia, należało dołożyć wszelkich starań aby uchwycić go w stanie nienaruszonym. 2 kompania 51 szturmowego batalionu saperów otrzymała rozkaz przygotowania się do szybkiego opanowania mostu i przeprowadziła stosowne przygotowania. Równolegle ze stałą obserwacją brzegu przeciwnika i bieżąca korektą oceny jego sił, noce poprzedzające atak spędzono na oczyszczaniu powierzchni mostu, która od strony niemieckiej była szczelnie zagrodzona drutem kolczastym. Pod osłona mroku drut kolczasty poprzecinano tak, aby w czasie ataku można było łatwo odciągnąć go na bok. Ponieważ przygotowania należało ukryć przed wzrokiem Rosjan czynności te przeprowadzano podczas krótkich godzin nocnych. Stojący na brzegu i głośno pracujący agregat w znacznym stopniu zagłuszał odgłosy pracy narzędzi. Po przecięciu drutów kolczastych należało tak je zamocować aby przeciwnik nie zauważył żadnej zmiany w otoczeniu. Poza tym należało jeszcze przedsięwziąć kroki związane nie tylko z samym uchwyceniem przeprawy. Ponieważ nośność mostu nie przekraczała 16 ton, należało zabezpieczyć przeprawę dla 22-tonowych dział szturmowych, których zadaniem było wsparcie grup szturmowych. Tego typu działania wymagały forsowania rzeki w bród. Bug, mający generalnie głębokość 1,5 – 2 metry, absolutnie nie wszędzie nadawał się na tego typu przeprawy. W sektorze pułku należało wyszukać bród o głębokości nie przekraczającej 70 cm. Dane wywiadowcze będące w dyspozycji pułku wskazywały na występowanie kilku takich miejsc, niemniej przy bliższych oględzinach okazały się one nieprzydatne.

W związku z tym por. Schlingmann otrzymał polecenie aby pod pozorem kąpieli zbadać głębokość rzeki w różnych miejscach. Początkowo nie nie przyniosło to efektów, niemniej 21 czerwca w rejonie prawej flanki pułku stwierdzono obecność stosunkowo równego dna. W czasie kąpieli żołnierzom udało się zbliżyć do przeciwległego brzegu na odległość do 20 metrów i potwierdzić istnienie brodu o piaszczystym dnie i głębokości 70-80 cm. Miejsce to zostało wyznaczone dla przeprawy dział szturmowych. Aby zabezpieczyć się na ewentualność, iż pozostałe 20 m rzeki będzie głębsze, 51 batalion przygotował rankiem 21 czerwca 30 sztuk faszyn o średnicy 40-50 cm, które można by opuścić na dno rzeki w głębszych miejscach. Próby z użyciem tych faszyn, które wcześniej przeprowadzono dowiodły, że nie rozpadają się i zbytnio nie toną, dzięki czemu sprzęt może poruszać się ok. 30 cm od dna. Tym samym można było mieć nadzieję na skuteczną przeprawę dział szturmowych. Aby zapobiec wypływaniu faszyn na powierzchnię wody ściśnięto je metalowymi linami przeciągniętymi przez stosowne pętle, w które zaopatrzono każdą z faszyn. Później okazało się, iż tendencja do wypływania, pomimo zastosowania świeżo ściętego drzewa, była stosunkowo duża i praktyczniejszym rozwiązaniem byłoby wsunięcie w faszyny fragmentów szyn kolejowych. Ponieważ szyn nie dostarczono na czas, trzeba było obciążać faszyny łańcuchami i zwiększyć liczbę użytych lin metalowych.

Cały ciężki sprzęt, pontony, faszyny i elementy zestawu mostowego „S" przerzucono w okolice mostu w noc na 21 czerwca. Na ostatnim odcinku drogi ciężarówki trzeba było przetaczać na „pych" aby nie wzbudzić czujności przeciwnika. Wszystko ułożono na tyłach domów i zamaskowano przed obserwacją z powietrza. Nocą poprzedzającą atak wszystkie materiały zostały przeniesione na pozycje wyjściowe przez kompanie mające atakować w pierwszej fali. Podczas rozpoznania i wychodzenia na pozycje wyjściowe kłopotem była niewielka szerokość rzeki zapewniająca przeciwnikowi dobre możliwości do prowadzenia obserwacji. Przy założeniu, że przeciwnik będzie prowadził staranną obserwację, byłoby niemożliwością ukrycie naszych przygotowań pomimo zachowania wszelkich możliwych środków ostrożności z naszej strony.

3) Wyjście na pozycje.

Po zakończeniu wszystkich czynności przygotowawczych rozpoczęło się rozwijanie pododdziałów 51 szturmowego batalionu saperów na pozycje wyjściowe do ataku. Atak wzmocnionego 199 pp miał być prowadzony dwoma grupami uderzeniowymi. Prawa grupa uderzeniowa, prowadzona przez dowódcę 51 szturmowego bsap składała się z: wzmocnionego 51 bsap, dwóch plutonów 14 kompanii 199 pp, 3 kompanii 197 batalionu dział szturmowych (bez jednego plutonu), dwóch plutonów piechoty 1 batalionu 199 pp, dwóch plutonów karabinów maszynowych 1 batalionu 199 pp (dla zapewnienia wsparcia ogniowego podczas przeprawy przez Bug) i własnego (tak w tekście – przyp. tłum.) 1 batalionu 199 pp. Lewoskrzydłową grupę uderzeniową prowadzić miał dowódca 2 batalionu 199 pp. Atak miał być przeprowadzony w następujący sposób:

  • Wzmocniony 51 szturmowy bsap miał szybkim atakiem uniemożliwić przeciwnikowi zniszczenie mostu, jednocześnie w wielu miejscach przeprawić się przez Bug, zająć wieś Babińce i w tym sposobem uchwycić niewielki przyczółek na wschodnim brzegu rzeki. Za pierwszą falą miały posuwać się dwie wzmocnione kompanie szturmowe, których zadaniem było kontynuowanie ataku w dwóch grupach celem obejścia z lewej i z prawej strony góry Sokal, a następnie zajęcie wzgórza 237 przy jednoczesnej likwidacji napotkanych umocnień. Po wykonaniu tego zadania pododdziały powinny wejść w las, położony na północ od wzgórza, a następnie osiągnąć jego przeciwległy skraj. 1 batalion 199 pp, który powinien posuwać się za 51 szturmowym bsap aż do zajęcia wzgórz sokalskich, winien wysunąć się następnie przed saperów i posuwać się dalej lasem gdyż zakładamy, iż główne siły 51 batalionu będą musiały pozostać na miejscu celem zdławienia oporu poszczególnych schronów bojowych.
  • Celem neutralizacji przeciwnika na przedpolu i dla zapewnienia osłony na skrzydłach, do każdej wzmocnionej kompanii szturmowej biorącej udział w ataku na górę Sokal przydzielono po jednym plutonie z 14 kompanii 199 pp, po jednym plutonie dział szturmowych i po jednym plutonie piechoty z 1 batalionu 199 pp.
  • Rozwinięcie 51 szturmowego bsap zakończono w noc na 22.06.41; batalion wraz ze swoimi środkami transportu opuścił miejsce dyslokacji i przesunął się na południowy wylot z Żabic (Жабице – tak w tekście; chodzi o m. Zabuże, znajdującą się po wsch. stronie Bugu tuż powyżej mostu, o którym mowa w raporcie – przyp. Tłum.), gdzie dotarł około godziny 22:30. Kompanie zostały spieszone i w pełnym rynsztunku wyszły się na pozycje wyjściowe. 2 kompania ześrodkowała się w domach w bezpośrednim sąsiedztwie mostu. Wzmocniona 3 kompania skoncentrowała się zaraz za 2 kompanią, w domach na południe od drogi wiodącej do mostu, 1 kompania zaś na północ od drogi. W czasie przemieszczania na pozycje wyjściowe do kompanii dołączyły przydzielone im pododdziały i ześrodkowanie przebiegło bez problemów. Przydzielone batalionom działa szturmowe, w obawie przed donośnym odgłosem silników, nie zostały przesunięte na pozycje wyjściowe i pozostały w znacznym oddaleniu na zachód od linii kolejowej. Przed i w czasie wyjścia na pozycje do ataku do punktu dowodzenia batalionu przybili liczni obserwatorzy artyleryjscy oraz oficerowie łączności z pododdziałów artylerii i moździerzy rakietowych. Dowódca baterii dział szturmowych także znajdował się w pobliżu punktu dowodzenia batalionu i stamtąd dowodził przez radio swoimi plutonami.
  • Dla zabezpieczenia przeprawy prawej grupy uderzeniowej obok mostu (na ocalenie którego nie można było stuprocentowo liczyć) przewidziano 9 dużych i 12 małych pontonów oraz dwie łodzie szturmowe. Obiecane przez pułk inżynieryjny 6 dużych i 24 małe pontony nie przybyły. Brak tych pontonów nie wpłynął znacząco na działania bojowe gdyż niespodziewany atak na most zakończył się sukcesem i przeprawa wpadła w nasze ręce w stanie nieuszkodzonym. Do bezpośredniego ostrzału celów znajdujących się na zachodnim brzegu Bugu wydzielono dwa plutony karabinów maszynowych z 1 batalionu 199 pp, dwie armijne baterie działek przeciwlotniczych (kalibru 2 cm) i 4 niewykorzystane w pierwszej fali działka przeciwpancerne 14 kompanii 199 pp.

Ostrzał dalej położonych pozycji nieprzyjaciela była zadaniem dla artylerii polowej i przeciwlotniczej oraz moździerzy rakietowych.

Zajmowanie pozycji wyjściowych do ataku 51 szturmowy bsap zakończył generalnie około godziny 01:00. Proces ten przebiegł na tyle cicho, iż przeciwnik na drugim brzegu Bugu niczego nie zauważył.

5) Atak

O godzinie 03:15 rozpoczęło się przygotowanie artyleryjskie i jednoczesna przeprawa przez Bug. Pierwszą kompanią saperów, która przeszła granicę była 2 kompania pod dowództwem ppor. Steinkampa. Do jej zadań bojowych należało:

  • szybkie zajęcie mostu
  • uchwycenie przyczółka i zajęcie Babińca
  • na wypadek wysadzenia mostu – zorganizowanie przeprawy dla żołnierzy i lekkiego transportu
  • zabezpieczenie przeprawy 1 i 3 kompanii 51 szturmowego bsap wraz z podporządkowanymi im pododdziałami.
  • przygotowanie brodu do przeprawy dział szturmowych
  • nawiązanie kontaktu z sąsiadem z prawej strony – 179 pp

Celem wypełnienia postawionych zadań kompanię zorganizowano według następującego schematu:

1 pluton: podzielony na cztery grupy szturmowe miał przeprawić się przez Bug powyżej mostu; jedna z tych grup (w łodzi szturmowej) miała przeciwdziałać próbom wysadzenia mostu. Trzy pozostałe grupy, każda wyposażona w ponton, miały przeprawić się przez Bug na odcinku o szerokości około 300 m, zająć wieś, uchwycić przyczółek na jej wschodnim skraju i zapewnić pozostałym dwóm grupom szturmowym pozycję wyjściową dla dalszego natarcia. Dowódca plutonu – ppor. Ruhlemann.

2 pluton: analogiczne zadania, lecz poniżej mostu, na odcinku szerokości 250 m. Dowódca plutonu – ppor. Brandt.

3 pluton: grupa szturmowa plutonu powinna osiągnąć przeciwległy koniec mostu i uniemożliwić jego wysadzenie lub, w ostateczności, o ile most zostałby zniszczony, zorganizować wraz z drugą grupą budowę przeprawy dla piechoty i lekkich środków transportowych. Dowódca plutonu – st. sierż. Weissenborn.

Zadaniem grupy sześciu saperów wraz z dołączonym do nich plutonem piechoty było rozpoznanie i oznaczenie brodu dla dział szturmowych oraz, gdyby było to konieczne, zarzucenie faszynami głębokich miejsc. Dowódca – por. Schlingmann.

Po przygotowaniu artyleryjskim rozpoczętym o godzinie 03:15 grupa szturmowa z 3 plutonu pod dowództwem sierż. Puttchera szybko pokonała nasze zasieki na moście, osiągnęła jego przeciwległy koniec i przecięła wszystkie znajdujące się tam kable.

Na samym początku ataku obaj stojący na końcu mostu rosyjscy celnicy zostali zastrzeleni przez specjalnie wyznaczonych do tego zadania ludzi.

Żołnierze plutonów atakujących po lewej i po prawej stronie mostu biegiem przemieścili się na brzeg rzeki, przecięli zasieki i spuścili pontony na wodę. Miękka gleba i błoto utrudniały przenoszenie pontonów, tak więc ludzie czym prędzej zbiegali do rzeki aby jak najszybciej zrzucić środki przeprawowe na wodę. Po dopłynięciu do przeciwległego brzegu przecięto znajdujące się tam zasieki i grupy uderzeniowe szybko przeniknęły do wsi. Opór wroga w kilku znajdujących się w różnych miejscach domach był szybko zdławiony przy użyciu miotaczy ognia i granatów ręcznych. Już po 20 minutach 2 kompania zapewniła podstawy wyjściowe do dalszego natarcia dla 1 i 3 kompanii. Straty kompanii do tego momentu ograniczały się do jednego rannego. Ponieważ kompanii udało się uchwycić most przez zaskoczenie, kolejne kompanie posuwały się za nią tak szybko, że 2 kompania otrzymała rozkaz z dowództwa batalionu aby przeczesać domy na przyczółku celem uniknięcia nieprzyjemnych niespodzianek.

Działa szturmowe mogły przekroczyć rzekę po moście i tym samym nie było potrzeby użycia oznaczonego wcześniej brodu.

Już o godzinie 03:55 3 kompania nawiązała kontakt ze 179 pp. Podczas gdy 2 kompania przeszukiwała domy we wsi, 1 i 3 kompania rozpoczęły atak w wyznaczonych kierunkach. 2 kompania otrzymała rozkaz aby posuwać się za 3 kompania jako rezerwa batalionu. O godzinie 04:30 kompanie dotarły do góry Sokal.

Od razu po 2 kompanii przeprawiła się przez rzeką także i 1 kompania, znajdująca się na prawym skrzydle wzmocnionego 199 pp. Zadaniem kompanii było natarcie na południe od wzgórza 237, przerwanie znajdującej się tam linii umocnień, następnie zwrot w kierunku góry Sokal i w przypadku słabego oporu przeciwnika dotarcie do wschodniego skraju lasu znajdującego się na wschód od góry. Dla wypełnienia tego zadania kompanii przydzielono pluton piechoty, pluton działek przeciwpancernych i pluton dział szturmowych. Sama kompania zaś podzielona została na trzy plutony szturmowe; w skład każdego z nich wchodziły po dwie grupy szturmowe i po jednej grupie osłonowej. Poza tym w dyspozycji był także pluton karabinów maszynowych. Wraz z rozpoczęciem przygotowania artyleryjskiego kompania ruszyła ku rzece niosąc pontony i przeprawiła się przez Bug powyżej mostu, a częściowo po uchwyconym przez 2 kompanię moście. Pierwsza grupa szturmowa, przy wsparciu działa szturmowego, zdławiła słaby opór przeciwnika w południowej części Sokala (Babiniec) i rozpoczęła szybkie przemieszczanie w stronę umocnień na pd-wsch od wsi. Bezpośrednio za nią posuwały się dwa pozostałe plutony w towarzystwie drugiego działa szturmowego. Dzięki naciskowi ze strony dwóch przednich plutonów szturmowych szybko udało się wypchnąć przeciwnika z przedpola i w ciągu 45 minut, po przebyciu 2 km, osiągnąć linię schronów bojowych. Pluton strzelecki posuwał się schodkowo z prawej strony osłaniając flankę. W momencie rozpoczęcia bezpośredniego szturmu pluton karabinów maszynowych wraz z plutonem strzeleckim użyto na linii rowu przeciwczołgowego dla osłony od czoła i przykrycia prawego skrzydła. W czasie gdy pierwszy pluton szturmowy atakował DOT nr 3, drugi pluton przesunął się od rowu przeciwczołgowego w stronę DOT-a nr 4.

W tym czasie 3 pluton oczyszczał umocnienia polowe na przedpolu. Ponieważ DOT nr 4 był już atakowany przez 3 kompanię 51 szturmowego bsap, 2 pluton przeszedł obok niego w kierunku bunkra 4a (tak w tekście – przyp. tłum.) i atakował ten ostatni.

W walce ze schronami wsparcie ogniowe dla obydwu plutonów szturmowych zapewniały dwa działa szturmowe, które niezwykle aktywnie asystowały piechocie. Ponieważ saperzy posuwali się szybko do przodu, a poruszanie się dodatkowo utrudniał pagórkowaty teren, pluton działek przeciwpancernych nie nadążał za nimi i przybył tak późno, iż nie wziął już udziału w walce. Zresztą sama konstrukcja schronów sprawiała, że w praktyce nie było możliwości efektywnego zastosowania działek przeciwpancernych. W tym czasie 1 pluton szturmowy atakował schron nr 3 posiadający strzelnice dla cekaemu i dla działa, i dodatkowo wyposażony w kopułę pancerną. Nieoczekiwanie dla nas rozlokowanie schronów okazało się być bardzo przemyślane i zapewniało im możliwość wzajemnego osłaniania się ogniem, co mogło w znacznym stopniu utrudnić atak. Ostrzał ambrazur i samych DOT-ów, prowadzony przez działa samobieżne, okazał się praktycznie nieefektywny ze względu na wysoką jakość betonu i nisko umiejscowione strzelnice posiadające mocne sferyczne pancerze. Przy wsparciu ogniowym dział szturmowych 1 pluton zdołał przedostać się w sąsiedztwo schronu i zniszczyć kopułę pancerną detonując 6-kg ładunek wybuchowy. Ponieważ przeciwnik w schronie bronił się zaciekle, dodatkowo otrzymując wsparcie ogniowe z innych schronów, dopiero po dwugodzinnym i wielu próbach boju udało się wysadzić ambrazurę i szybkim atakiem złamać opór przy wejściu do bunkra (tak w tekście – przyp. tłum.). Wzięto przy tym do niewoli 4 ludzi, z których jeden wkrótce zmarł. Piąty obrońca leżał martwy w schronie. Ci, którzy przeżyli, byli nieprzytomni i zostali wyniesieni na zewnątrz przez żołnierzy 1 plutonu szturmowego, po czym DOT został wysadzony od wewnątrz.

1 pluton szturmowy zaczął w tym czasie posuwać się między schronami nr 3 i 4 lecz dostał się pod silny ogień z innych DOT-ów i zmuszony był zalegnąć na dłuższy czas. Dopiero przy wsparciu działa szturmowego żołnierzom udało się przeczołgać 500 metrów oddzielające ich od schronu nr 4a. Przydzielone plutonowi działo szturmowe zdołało zmusić do milczenia działko przeciwpancerne w schronie i tym samym obrońcom pozostały tylko cekaemy.

Mimo bardzo silnego ognia z DOT-a, oraz flankującego ostrzału z dwóch innych, grupie uderzeniowej udało się zbliżyć do schronu i za pomocą kilku ładunków saperskich zniszczyć ambrazury i złamać opór załogi. Następnie 2 pluton szturmowy kontynuował natarcie w nakazanym kierunku, wpadając pod ogień prowadzony z domów kolonii Horbków (Pn). W czasie walki ze znajdującym się tam przeciwnikiem wzięto jeszcze czterech jeńców.

3 pluton szturmowy, po oczyszczeniu umocnień polowych na przedpolu, minął 2 pluton z lewej strony i atakował schron nr 4b. Został przy tym ostrzelany nie tylko od frontu lecz także i z prawej strony i był w stanie posunąć się do przodu dopiero po tym jak wsparło go ogniem działo szturmowe, wezwane za pomocą sygnałów świetlnych. Dopiero po godzinnym zaciekłym boju, przy stracie kilku ludzi, pluton był w stanie złamać opór tego DOT-a.

Ponieważ dalszemu posuwaniu się kompanii zagrażały trzy duże DOT-y z sąsiedniego odcinka znajdujące się na na prawym skrzydle, dowódca kompanii rozkazał elementom 3 plutonu atakować najbliższy DOT nr 3. Mimo tego, iż działa szturmowe i przeciwpancerne wypełniały w tym momencie inne zadanie, żołnierzom udało się zbliżyć do schronu i detonować kilka ładunków, które na jakiś czas uciszyły obrońców. Jednocześnie dostali się pod silny ostrzał z flankujących schronów co uniemożliwiło całkowite zniszczenie DOT-a bez wsparcia dział szturmowych lub innego ciężkiego sprzętu. Aby uniknąć dalszych strat w ataku podjętym bez żadnego wsparcia ogniowego, dowódca batalionu nakazał przerwanie ataku na schrony, które i tak znajdowały się w pasie natarcia sąsiedniego pułku. Straty jakie poniosła kompania: zabity jeden podoficer, 7 rannych, w tym niektórzy ciężko.

Po uporządkowaniu szyków kompania użyta została do osłony prawego skrzydła i bez wielkich bojów przeszła 2 km przez las do wzgórza 247 znajdującego się 7 km na płd-wsch od Sokala. Od razu po dotarciu na miejsce została wycofana z linii i podporządkowana 75 DP. Kompania pieszo przeszła w okolice płn-wsch wylotu z m. Sokal, gdzie przybyła około godziny 18:00.

3 kompania 51 szturmowego bsap, wzmocniona plutonem dział szturmowych, plutonem działek przeciwpancernych i plutonem strzelców otrzymała zadanie przełamania umocnień nieprzyjaciela na skłonach wzgórz sokalskich i w przypadku napotkania słabego oporu miała osiągnąć wschodni skraj lasu rozciągającego się na wschód od tych wzgórz.

Ruszając do ataku o godzinie 03:15 wraz z innymi kompaniami batalionu przeszła przez uchwycony most na wschodni skraj m. Babińca, gdzie dotarła o 03:25. Od tej chwili bez zatrzymywania kierowała się na wzgórze 237 gdzie przywitał ją słaby ogień karabinów maszynowych przeciwnika, który jednak nie przeszkadzał specjalnie w posuwaniu się naprzód. O 03:25 (tak w tekście – przyp. tłum.) pluton szturmowy ppor. Hartunga, stanowiący awangardę kompanii, dotarł do przeszkody przeciwpancernej nr 1, położonej na przeciwległym stoku wzgórza. Przeszkoda składała się z wrzynającej się w skłon ściany o wysokości około 4 m. Podejścia do niej były w zasięgu wzroku DOT-a nr 169 i były kryte jego ogniem. Dalsze posuwanie się odbywało się pod ogniem DOT-a który, jak się później wyjaśniło, strzelał sparowanym (tak w tekście – przyp. tłum.) cekaemem z głównej ambrazury i wspierany był ogniem z odkrytych pozycji położonych w sąsiedztwie schronu. Pluton, po przebyciu około 150 m, niespodziewanie wpadł pod ostrzał flankującego DOT-a nr 128 i zmuszony był do okopania się na polu pszenicy.

W międzyczasie pozostałe elementy kompanii, po oczyszczeniu przedpola, zostały podciągnięte na linię rowu przeciwczołgowego. Po tym, jak żołnierze dostali się pod ostrzał DOT-a nr 169, użyto plutonu karabinów maszynowych do zdławienia ognia ze strzelnic schronu. Jednocześnie szturmowy pluton ppor. Volkera otrzymał zadanie wzięcia szturmem DOT-a nr 128. Ppor. Volker wypełnił rozkaz detonując kilka ładunków saperskich przy strzelnicy i drzwiach wejściowych schronu. Załoga, składająca się z trzech ludzi, została zlikwidowana za pomocą wrzuconych do środka granatów ręcznych. DOT nr 128 zamilkł około godziny 04:30. W efekcie pluton szturmowy ppor. Hartunga mógł wznowić atak na schron nr 169. Wsparcie zapewniało działo szturmowe, które mimo, że nie było w stanie efektywnie porazić ambrazur ani betonowych ścian, miało porażający wpływ na przeciwnika. Schron ten wyposażony był w cekaem oraz posiadał pozycję obronną przy wejściu.

Po wysadzeniu obydwu w powietrze i zmuszeniu schronu do milczenia, ppor. Hartung za pomocą granatów ręcznych zlikwidował trzyosobową załogę. Likwidacja DOT-a nr 169 zakończyła się o 15:15.

Dzięki zniszczeniu schronów nr 128 i 169 pododdziały batalionu uzyskały możliwość dalszego ataku parowem między górą Sokal a wzgórzem 237 na schron nr 24. W czasie gdy trwał bój o DOT-y nr 128 i 169 podciągnięto pozostałe elementy kompanii, które przeszły wzdłuż zapory przeciwpancernej, która po ok 100m przekształcała się w rów przeciwpancerny. Grupa uderzeniowa sierż. Korcha atakowała schron nr 24 z wysuniętego do przodu załamania rowu nr 1. Wsparcie dla grupy zapewniało jedno działo szturmowe i jedno działko przeciwpancerne. Grupie udało się zbliżyć do DOT-a na odległość 60m, gdzie dostała się pod ogień cekaemu strzelającego z okopu znajdującego się przed schronem. Za pomocą granatów ręcznych udało się zepchnąć przeciwnika do wnętrza DOT-a. Wróg, po kilku wystrzałach, zniknął za ścianami schronu. Działko przeciwpancerne, użyte przez sierż. Korcha do ostrzału ambrazury, zostało zniszczone bezpośrednim trafieniem pocisku kaliber 5-cm (tak w tekście, chodzi tutaj o kaliber 45 mm – przyp. tłum.). O godzinie 04:45 grupa uderzeniowa podeszła do DOT-a. Próby zmuszenia schronu do milczenia podejmowane za pomocą materiałów wybuchowych detonowanych w ambrazurze zakończyły się niepowodzeniem. Dokładnie rzecz biorąc, nie udało się wsunąć ładunków tak głęboko w strzelnicę aby uszkodzić znajdujące się tam uzbrojenie. Schron kontynuował ostrzał z 5-cm działa i cekaemu, kryjąc ogniem zaporę przeciwczołgową nr 2. Gdy około godziny 05:30 sierż. Korch zużył cały zapas materiału wybuchowego, do schronu podeszły elementy 2 kompanii ppor. Steinkampa, które ostatecznie go zniszczyły. Zadanie ostatecznej likwidacji DOT-a otrzymał 2 pluton 2 kompanii. Z powodu nieoczekiwanego uporu Rosjan, którzy bili się do ostatniego, walka ze schronem zajęła dużo czasu.

Pomimo ostrzału z działa, kilku ludziom z miotaczami ognia i ładunkami saperskimi udało się dostać do ambrazury. Jednakże, z powodu wysokiej jakości materiałów stosowanych przez Rosjan, detonacje nie przyniosły efektu. Dalsze zastosowanie miotaczy i materiałów wybuchowych umożliwiło wysadzenie drzwi wejściowych, a następnie wejście na dach schronu. Po wysadzeniu otworu na peryskop, użyciu granatów dymnych i ponownego zastosowania ładunków saperskich udało się poszerzyć otwór na tyle, by można było opuścić do wewnątrz duży ładunek wybuchowy.

Dodatkowo do wnętrza schronu wlano benzynę i paliwo do miotaczy ognia. Finalna eksplozja całkowicie zniszczyła wnętrze DOT-a. Na koniec udało się potwierdzić, iż załoga w całości poległa. O godzinie 06:00 kompania zameldowała do dowództwa batalionu, iż bunkier (tak w tekście – przyp. tłum.) został zdobyty.

O godzinie 07:00 walki przesunęły się w rejon kolonii Horbków, a kompania została wprowadzona pomiędzy 1 i 3 kompanię jako osłona skrzydła od strony pd-wsch. W czasie gdy 2 kompania kończyła likwidację schronu nr 24, pluton szturmowy ppor. Hermel-Tragera zdołał przekroczyć jar, znajdujący się pomiędzy rowami przeciwczołgowymi nr 1 i 1a, przestrzeliwany ogniem z DOT-a nr 4 i umocnień polowych. Przy podejściu do rowu nr 1a grupa dostała się pod ostrzał ze schronu nr 3. Kryjąc się za załomami rowu grupa zdołała zbliżyć się do schronu. Ppor. Hermel-Trager napotkał tam ppor. Portsteffena z 1 kompanii, który zdążył już skierować elementy swojej grupy szturmowej do ataku na DOT. Grupa uderzeniowa ppor. Hilse początkowo kierowała się na schron nr 169, ale ujrzawszy tam ludzi ppor. Hartunga, podążyła w kierunku DOT-a nr 129, uzbrojonego w jeden cekaem. Przeciwnik, przegoniony ze schronu, uciekł do lasu. Następnie grupy ppor. Hilse i ppor. Hartunga połączyły się celem wspólnego ataku na DOT nr 181.

Po zdobyciu DOT-a nr 169 grupa szturmowa ppor. Hartunga ruszyła na schron nr 181, którego uzbrojenie stanowiły dwa działa 7,6-cm ostrzeliwujące położony na północ wąwóz, a których ogień znacznie utrudniał posuwanie się pododdziałów lewego batalionu 199 pp.

Już w czasie podejścia grupa szturmowa została ostrzelana z pozycji polowych. Około godziny 05:45 grupa dotarła do DOT-a. Ppor. Hartung wraz z kilkoma żołnierzami dostał się na schron i próbował za pomocą ładunków wybuchowych zniszczyć ambrazurę. Ponieważ nie przyniosło to efektu, przez otwory w kopule obserwacyjnej wrzucono do środka granaty i świece dymne, co także nic nie dało. Po jakimś czasie część załogi schronu, w liczbie około 10 ludzi, próbowała dokonać wypadu aby ogniem karabinowym i granatami odeprzeć ludzi ppor. Hartunga.

Wypad odparto ogniem dwóch cekaemów oraz granatami ręcznymi. Wszystkich uczestników wypadu zabito. Teraz ppor. Hartung rozpoczął walkę z DOT-em, wrzucając granaty dymne i ładunki wybuchowe do dwóch otworów wentylacyjnych. W tym czasie DOT nieprzerwanie strzelał. Schron zamilkł dopiero po półgodzinie. Miało to miejsce około godziny 07:00. Jak się później okazało schron posiadał trzy kondygnacje, posiadał dwa działa kalibru 7,6-cm, trzy ambrazury na cekaemy i strzelnicę przy wejściu. Załoga liczyła 20 ludzi – wszyscy polegli. Przeciwnik walczył zaciekle i uporczywie, broniąc się do ostatka. Zdobycie tego DOT-a zajęło trzy godziny i był to największy schron na odcinku 199 pp.

W tym czasie na południowym stoku góry Sokal miały miejsce następujące wydarzenia:

Po uciszeniu DOT-a nr 128 grupa szturmowa ppor. Volker skierowała się w stronę rowu przeciwczołgowego nr 1a i osiągnęła go o godzinie 04:45, czyli w tym samym czasie kiedy grupa Korcha rozpoczynała szturm schronu nr 24. Ponieważ okazało się, iż Korch zdusił flankujący ogień schronu nr 24 prowadzony wzdłuż rowu przeciwczołgowego nr 2, natomiast ppor. Portsteffen atakował DOT nr 3, ppor. Volker, przy wsparciu działa szturmowego, rozpoczął atak na schron nr 4. W tym momencie ogień ze schronów nr 24 i 128, do tej pory stosunkowo słaby, znacznie się nasilił i grupa zmuszona była do zalegnięcia. Zaczęło ich także ostrzeliwać działo 5-cm z DOT-a nr 24. Około godziny 05:10 do rowu przeciwczołgowego dotarł pluton karabinów maszynowych wspierający grupę ppor. Volkera, na którą w tym momencie zwalił się jeszcze ogień prowadzony z umocnień polowych, których wcześniej nie zauważono. Po kilku minutach do DOT-a nr 24 zbliżyło się działo szturmowe i rozpoczęło jego ostrzał. Dzięki temu ppor. Felcker wraz z trzema żołnierzami zdołał przedostać się przez zaporę przeciwczołgową nr 2 i zbliżyć się do DOT-a nr 4.

Napotkał tam ppor. Thurmanna z 1 kompanii, który już rozpoczynał atak na ten schron. Pod osłoną działa szturmowego dowódca kompanii podciągnął pluton karabinów maszynowych do rowu przeciwczołgowego nr 2. Pododdział ten zdołał przeskoczyć teren koło zapory przeciwczołgowej, przestrzeliwany flankującym ogniem przeciwnika i dotarł do DOT-a nr 4. Zostali wtedy ranni podoficer Wienecke i kapral Arnold, a z grupy szturmowej ppor. Volker (której resztki dołączyły do plutonu karabinów maszynowych), obergefreiter Jungmann (obergefreiter – stopień pomiędzy st. szeregowym a kapralem, nie posiada odpowiednika polskiego – przyp. tłum.). Następnie pluton szturmowy wraz z plutonem karabinów maszynowych zostały użyte jako osłona na skraju lasu na północ od kolonii Horbków. Miało to miejsce o godzinie 06:15. Grupa zwiadowcza, wysłana do lasu, zameldowała, że na linii lasu nie ma przeciwnika. Do godziny 07:15 pozostałe elementy kompanii zebrały się na północ od kolonii Horbków i zostały użyte jako osłona.

Zgodnie z rozkazem dowództwa 199 pp 51 szturmowy bsap miał początkowo nie przekraczać lasu w kierunku wschodnim, a zostać na górze Sokal celem osłony wysuwającego się do przodu pułku i obrony przed ewentualnymi atakami przeciwnika z płn-wsch.

Około godziny 07:30 nasza piechota rozpoczęła przemieszczanie się przez las w kierunku wschodnim. 3 kompania szturmowa początkowo pozostawała w lesie celem osłony prawego skrzydła pułku, a następnie wypełniała analogiczne zadanie po drugiej stronie lasu. Kontaktu bojowego z przeciwnikiem w tym czasie nie było. Wzięto dwóch jeńców. Straty kompanii do tego momentu wyniosły 1 zabitego i 9 rannych.

Następnego dnia kompania otrzymała rozkaz powrotu do Babińca gdzie koncentrował się batalion.

O godzinie 12:30, zgodnie z rozkazem 199 pp, wszystkie trzy kompanie szturmowe były wykorzystane na tyłach 1 batalionu 199 pp, na wzgórzu 247 na północ od Ksawerówki celem osłony skrzydła od strony południowej i płd-wsch. Kompanie rozmieszczone były jedna za drugą: trzecia – druga - pierwsza – z odstępami ok. 200 m między sobą. Natarcie 1 batalionu 199 pp na Tartaków rozwijało się powoli, a kompanie dostały się pod ogień artylerii przeciwnika i zmuszone były do okopania się. Grupy zwiadowcze nawiązały kontakt z sąsiadem z prawej strony.

1 kompania otrzymała nowe zadanie, w związku z czym została podporządkowana 75 DP i około godziny 18:00 przemieściła się w okolice północnego wylotu z Sokala. 2 kompania otrzymała o 20:20 rozkaz zajęcia pozycji w Poturzycy i nawiązania kontaktu z 3 batalionem 179 pp. Na odcinku tego batalionu kompania, działając w składzie 3 batalionu 179 pp, miała za zadanie likwidację wszystkich schronów bojowych znajdujących się w tym sektorze. Kompania przybyła na miejsce około godziny 00:30 i wznowiła natarcie o 07:00 23 czerwca. Celem wypełnienia zadania kompanii podporządkowano dwa działa szturmowe i jedno działo przeciwlotnicze 8,8-cm.

Po przeprowadzeniu rozpoznania, i po rozdzieleniu zadań, każdy pluton atakował po jednym schronie. Pod przykryciem działa przeciwlotniczego i dział szturmowych saperzy podeszli do DOT-ów od tyłu. Dzięki temu, iż działa szturmowe wzięły na siebie zdławienie flankującego ognia, saperom udało się podejść do schronów na najbliższą odległość. DOT-y były już uprzednio atakowane przez piechotę, miały pewne uszkodzenia, ale nie zostały zlikwidowane. W związku z tym przeciwnik ponownie zajął stanowiska bojowe i rozpoczął huraganowy ostrzał atakujących pododdziałów. Podobnie jak w czasie wczorajszego boju, na wstępie wysadzono otwory wentylacyjne. Następnie grupy szturmowe, przy wsparciu miotaczy ognia, zbliżyły się do strzelnic obrony wejścia i wysadziły najpierw ambrazury, a potem same drzwi wejściowe. Tym sposobem, gdy droga do środka stanęła otworem, żołnierze przeczesali izby bojowe i zniszczyli znajdujące się tam uzbrojenie. Z powodu silnego zadymienia walka we wnętrzu schronów była trudna i zajęła dużo czasu. Pierwsze trzy schrony bojowe zdobyto dopiero około godziny 11:00. Do godziny 14:00 każdy z plutonów zlikwidował jeszcze po jednym schronie. Ostatecznie zniszczono schrony nr 15, 25,29, 105 i jeszcze jeden DOT nie oznaczony na mapie.

Średnio w każdym schronie znajdowało się 3 oficerów lub podoficerów i 4 żołnierzy; większość została zabita lub odniosła ciężkie rany. Pewna liczba lekko rannych została wzięta do niewoli.

Po przegrupowaniu, uzupełnieniu zaopatrzenia i zapasów amunicji, kompanie 2 i 3 były ponownie użyte w boju przy przeczesywaniu umocnień, gdyż okazało się, że pewne schrony bojowe, o których meldowano jako o zniszczonych, ponownie otwierały ogień.

W czasie tych działań udało się ustalić, iż załogom niektórych DOT-ów udało się w czasie walki wycofać ze schronów i skryć w polu pszenicy. Ludzie ci następnie wracali i wznawiali ostrzał. W czasie oczyszczania i likwidacji jeszcze dwóch DOT-ów, 2 kompania straciła koło schronu nr 102 jednego zabitego podoficera i trzech szeregowców.

W czasie gdy 2 kompania działała w ramach 3 batalionu 179 pp, 1 kompania została użyta w pasie działania 75 DP w walce z umocnieniami na północ od kolonii Tartaków. Znajdowały się tam elementy wzmocnionego pułku piechoty, artylerii i artylerii przeciwpancernej, które zdążyły już ponieść bardzo duże straty, a mimo to nie zdołały przełamać umocnień. Po otrzymaniu danych od dowódcy batalionu piechoty, dowódca kompanii zdążył, w zapadających ciemnościach, przeprowadzić rozpoznanie przed atakiem, który jednak, ze względu na późną porę, został przełożony na ranek następnego dnia. Aby uniemożliwić przeciwnikowi wykonanie odskoku pod osłoną ciemności, kompania, wraz z innymi pododdziałami, szczelnie okrążyła DOT-y.

Między godziną 03:30 i 04:30 przeprowadzono ostrzał umocnień z użyciem baterii 21-cm moździerzy i jednej baterii haubic, a następnie, o godzinie 04:30 23 czerwca, kompania rozpoczęła szturm umocnień. Pomimo silnego ognia artyleryjskiego efekt jego oddziaływania na DOT-y był skrajnie mały. I tak, jeden z moździerzy, który wystrzelił 22 pociski na trzykondygnacyjny schron artyleryjski, zdołał odłupać kawał betonowej ściany o grubości około 60 cm, wysokości 1,5 m i szerokości 1 m, nie czyniąc przy tym szkody ambrazurom. Ponieważ poza artylerią kompania nie posiadała wsparcia ciężkiej broni, musiała atakować pod ciężkim ogniem obrońców. Od razu po przerwaniu ognia artyleryjskiego, ze strzelnic schronu zaczęto prowadzić silny ostrzał, i grupy szturmowe musiały metr po metrze czołgać się w kierunku DOT-a.

Rozpoznanie wykazało, iż w systemie umocnień istniał słaby punkt i dokładnie w tym miejscu 1 pluton szturmowy zdołał posunąć się bez większych strat.

Pluton szturmowy potrzebował 2.5 godziny aby całkowicie uciszyć DOT nr 18, składający się z 2 kondygnacji i uzbrojony w dwa działka przeciwpancerne i cztery cekaemy. Dopiero po zniszczeniu tego DOT-a pozostałe grupy szturmowe były w stanie, między godziną 04:00 i 18:00, zlikwidować w ciężkim boju kolejnych 7 schronów, przy czym kompania, pozbawiona przez ponad 50 godzin jedzenia, wody i snu, wspięła się na absolutne wyżyny męstwa i wytrzymałości.

Zneutralizowanie tych schronów bojowych, z taktycznego punktu widzenia rozmieszczonych bardzo dobrze i wyposażonych w znaczną ilość broni przeciwpancernej oraz innego uzbrojenia, było dla dywizji szczególnie istotne. Rzecz w tym, iż DOT-y trzymały pod ogniem swoich środków bojowych, w tym działek przeciwpancernych, główną drogę Sokal – Tartaków. Mimo znacznych strat wśród oficerów, podoficerów i szeregowych, umocnienia te były odpowiedzialne za spalenie pewnej liczby pojazdów, które poruszały się za piechotą, oraz za utratę dwóch armat przeciwlotniczych 8,8-cm, całkowicie zniszczonych bezpośrednimi trafieniami.

6) Opis umocnień

Rozmieszczenie rosyjskich umocnień przygranicznych należy ocenić jako wyjątkowo umiejętne, szczególnie pod kątem wykorzystania lokalnych właściwości terenowych. Większość DOT-ów była niewidoczna od frontu, posiadała za to ambrazury do ostrzału z flanki i od tyłu. Tym też należy tłumaczyć fakt, iż większości pozycji nie udało się wykryć na początku ataku. Wcześniej rozpoznane były wyłącznie schrony do ognia czołowego. Pomiędzy umocnieniami żelbetonowymi Rosjanie umiejętnie rozmieścili dużą liczbę umocnień polowych, które w ogromnym stopniu wzmacniały system obrony. Z umocnień tych, w większości niewykrytych przez zwiad, i których strzelnice, ze względu na roślinność, były widoczne dopiero z odległości kilku kroków, Rosjanie strzelali w atakujących jak do tarczy. W większości przypadków grupy szturmowe, po podejściu do DOT-ów na minimalną odległość, widziały wbiegających do środka Rosjan.

Załogi z reguły składały się z młodych żołnierzy, członków młodzieżowych organizacji komunistycznych, i dlatego walczących ze szczególnym fanatyzmem.

Żołnierze rosyjscy stawili ogromny opór, poddawali się tylko wtedy gdy byli ranni, i walczyli do wyczerpania wszelkich środków.

Poszczególne elementy rosyjskiej linii umocnień pod kątem jakości użytych materiałów i uzbrojenia należy ocenić jako bardzo dobre. Beton składał się z mieszanki granitu, cementu i żelaza o bardzo dużej wytrzymałości i wytrzymywał silny ogień artyleryjski. Większość schronów składała się z izb bojowych oraz pomieszczeń do wypoczynku, które położone były jedne nad drugimi, choć zdarzały się też schrony 3-kondygnacyjne. DOT-y miały na wyposażeniu cekaemy, lekkie i ciężkie działa przeciwpancerne, gdzieniegdzie działa kalibru 76-cm, posiadały możliwość wymiany uzbrojenia i zaopatrzone były w sferyczne pancerze. Lufy cekaemów nie wystawały poza pancerze. Wystające na zewnątrz lufy dział były osłonięte specjalnymi rurami mocowanymi na pancerzach. Wyposażenie, a w szczególności pancerze, były znakomitej jakości. Jedynym słabym punktem schronów bojowych wydają się być otwory wentylacyjne. Strzelnice DOT-ów były głębokie, co utrudniało ich ostrzał. W dodatku ich położenie tuz nad ziemią komplikowało ich wykrycie i zniszczenie. Prace wyposażeniowe i maskujące nie były jeszcze zakończone.

Atakującemu trudno było przerwać pas umocnień głównie ze względu na fakt, iż o samych umocnieniach i stopniu przygotowania Rosjan do walki było wiadomo bardzo mało. Szybkie przełamanie umocnień było możliwe tylko dzięki inicjatywie i sprawnym działaniom każdego pojedynczego żołnierza, który nie dawał się zaskoczyć żadnym niespodziankom. Ponieważ próby niszczenia uzbrojenia, osłoniętego sferycznymi pancerzami, w większości przypadków kończyły się niepowodzeniem, nasi saperzy zmuszeni byli do bezpośredniego podchodzenia do schronów bojowych i niszczenia ich za pomocą środków, które mieli w dyspozycji. Tym samym wymagania wobec saperów, zarówno pod kątem umiejętności bojowych jak i odporności psychicznej, były większe niż w przypadku wcześniejszych walk ze schronami tego typu.

7) Wnioski i doświadczenia

Doświadczenia nabyte w czasie ataku umocnień dowodzą, że zastosowanie działek przeciwpancernych, które obsługa musi przemieszczać po nierównym terenie, powoduje istotne trudności i nie pozwala na ich użycie w odpowiedniej chwili. Ostrzał ambrazur ze sferycznymi pancerzami prowadzony przez działka przeciwpancerne jest nieefektywny. Wysoka jakość betonu sprawia, iż ogień dział szturmowych i artylerii daje niewielkie rezultaty. Działa szturmowe mogły nie tyle eliminować co przyduszać ogień przeciwnika.

Wysadzanie ambrazur przy pomocy 3-kg ładunków saperskich nie zapewniało sukcesu. 6-kg ładunek saperski z reguły neutralizował ambrazurę z cekaemem lecz do pełnego jej zniszczenia niezbędne były ładunki o wadze 10-kg. Do wysadzania strzelnic z działami stosowano ładunki 10-kg jednakże niszczyły one tylko lufę, sama ambrazura na tym nie cierpiała. Doświadczenie pokazuje, iż najlepszym sposobem walki z rosyjskimi DOT-ami jest wrzucanie ładunków wybuchowych i granatów dymnych oraz wlewanie benzyny i paliwa do miotaczy ognia do systemów wentylacyjnych.

Na kapitulację załóg rosyjskich schronów nie należy liczyć, nawet w przypadku gdy zniszczono już wszelkie uzbrojenie, a pomieszczenia pełne są dymu. Wymagana jest ciągła i silna obstawa wyjść. Nawet ranni, wyniesieni z całkowicie zniszczonych schronów, wznawiali walkę gdy tylko wpadła im w ręce jakakolwiek broń. Pojedynczy rosyjscy żołnierze, którzy zostali ranni w schronach bojowych i zostali uznani za martwych lub też zdołali uciec, często po kilku dniach ponownie zajmowali zdobyte DOT-y i wznawiali walkę. Odnotowano przypadki gdzie żołnierze rosyjscy z ranami klatki piersiowej lub przestrzelinami wielkości pięści, utraciwszy masę krwi i pozbawieni pomocy medycznej, po 10-15 godzinach znowu chwytali za broń. Celem uniknięcia niespodzianek należy prowadzić gruntowne i systematyczne przeczesywanie umocnień. Jednocześnie każdy DOT, w tym dolne kondygnacje, powinien być oczyszczany za pomocą materiałów wybuchowych i łatwopalnych cieczy. Z umocnieniami polowymi i DZOT-ami należy postępować analogicznie.

Dodatkowo niezbędne jest pełne odcięcie określonych rejonów i przeczesywanie ich gęstymi tyralierami piechoty. Grupy robocze złożone z jeńców lub ludności miejscowej powinny, po oczyszczeniu terenu, natychmiast zasypywać umocnienia polowe.

Nawet jeśli do obstawienia i przeczesywania terenu potrzebna będzie duża liczba żołnierzy to czynności te opłacą się, gdyż z powodu działania maleńkich grup Rosjan występują – i będą występowały – problemy z zaopatrzeniu, jak również będą pojawiać się straty w oddziałach tyłowych, które zmuszone będą tracić siły i środki na eliminację czynnika zagrożenia poprzez organizację działań osłonowych.

Podpułkownik, dowódca batalionu (podpis)

 

 

 

 

Ostatnio dodane obiekty